Standardowa okładka dla Moleskina może zachwycać – jest prosta, klasyczna, tym samym efektowna :). Czasem jednak mamy ochotę na coś bardziej oryginalnego, bowiem nawet czarna elegancja może się znudzić. A jak wiadomo nie od dziś, najlepiej zarabiać na robieniu czegoś z czymś, o czym twórca tego czegoś nie pomyślał :). Jak więc możemy urozmaicić swoją okładkę?
Laserem go, laserem!
JournalEngraver to firma zajmująca się grawerowaniem okładek Moleskinów za pomocą lasera – wpierw wybierasz Moleskina (którego zapasy są już w magazynie), następnie wybierasz z dostępnych wzorów ten jedyny i składasz zamówienie – a jest z czego wybierać: rozrywka, polityka, cytaty itp. Można nawet wysłać własny obrazek, który pięknie zostanie wygrawerowany. Potem oryginalny Moleskine przychodzi już paczuszką do naszych rąk, uff :). No czyż to nie jest genialne?
W skórę go…
Molecover zaś zajmuje się dystrybucją bardziej skórzanych okładek – w kolorach czarnym, beżowym i białym. Ot, takie przyjemne urozmaicenie. Jeśli kogoś interesują bardziej wzorkowe okładki, powinien zainteresować się pracami kihaku na Etsy.com. W obu przypadkach kupujemy samą okładkę, bez Moleskina – wbrew pozorom nie wychodzi taniej :).
Czas na rozrzutność
Sojourner Leatherwork to okładki na notatniki z wyższej półki. Wysokiej jakości skóra, ręczne wykonanie, drogie jak cholera – ale wygląda wspaniale, więc jeśli masz luźne 240 złotych, możesz sobie na taki gadżet pozwolić.
Eh, gdyby tak Moleskiny były w Polsce równie popularne jak na zachodzie, to powyższe przykłady mogłyby być dobrym pomysłem na biznes :).














